Dziecko ma możność jedynie do swobodnego wyboru tych lub innych pomocy wychowawczych, ale sposób przeprowadzania zajęć jest ściśle określony, np. ustawić bryły od największej do najmniejszej, dobierać barwy różnych odcieni, wsuwać płaszczyzny geometryczne do tych samych otworów, wyklucza to zupełnie pomysłowość dziecka wprowadza automatyzowanie się. Ten system nie harmonizuje z tym, co tak często autorka wypowiada, by „ze czcią uszanować samorzutność dziecka”. W tych warunkach dziecko ma zbyt mało pola do przejawiania owej samorzutności, wymaganej przez autorkę w jej teoretycznych uzasadnieniach swej metody wychowawczej. Same zaś pomoce, którymi się posiłkuje, są tak sztuczne, suche, tak Ulało odtwarzają życie, że nie wiele wzbudzają zainteresowania dzieci. Metoda Montessori jest na wskroś idealistyczna, niema tu miejsca do kształcenia mowy, ani do pracy zbiorowej, która budzi uczucie i rozwija instynkt społeczny. Słusznie powiada z tym, że dziecko dla Montessori jest psychofizjologicznym organizmem jedynie, które przez zabawę rozwija swoje organy. Oto wszystko. I dlatego u nas, oceniając należycie dodatnie strony metody Montessori, nie zastosowano jej bezkrytycznie, lecz poczyniono wiele odchyleń, opierających się na szerszych zasadach współczesnej psychologii wychowawczej.